Miałam w swoim ogrodzie dyptam jesionolistny ( bo tak brzmi pełna nazwa tej rośliny). Są dwie odmiany - kwitnąca na ciemnoróżowo i na bladoróżowo. Dyptam jest rośliną lubiącą suche i ciepłe stanowiska. Rozrasta się do sporych rozmiarów krzewu - raczej wszerz niż wzwyż. Ma długi palowy korzeń, co umożliwia mu na pustynnych terenach pobieranie wody z głęboko ukrytych pokładów. Ma to swoją dobrą i złą stronę. Ta dobra to wiadomo - roślina jest wytrzymała na okresową suszę, choć lubi być regularnie podlewana i zraszana - ale bez przesady. Zła jest taka, że prawie niemożliwe jest przesadzenie nawet małego krzewu bez obawy uszkodzenia tego korzenia. Sadzi się malutkie roślinki z ledwo wykiełkowanych nasion. Zebranie nasion sprawia trochę kłopotów, gdyż dojrzałe torebki nasienne po prostu strzelają okrągłymi, czarnymi nasionkami jak z procy. Trzeba na prawie dojrzałe owocki nałożyć woreczki foliowe, bo inaczej nie upoluje się nasion. Potem trzeba je od razu wysiać.
Co do tych olejków - to bez obawy - w naszym klimacie nie dojdzie do samozapłonu rosliny, choć rzeczywiście - na pustyni roślina "dymiąc" olejkami może sama się zapalić przy bardzo wysokiej temperaturze.
Istnieje jednak inne - o wiele groźniejsze niebezpieczeństwo, które dotknęło zarówno mnie jak i mojego męża. Być może dotyczy to tylko szczególnie wrażliwych osób, ale lepiej nie ryzykować.
Otóż roślina ta wydziela substancje parzące, które powodują poparzenie chemiczne takie, jakie wywołuje np. roślina o nazwie barszcz. Mój mąż musiał szukać pomocy u dermatologai u chirurga. Poparzenia były początkowo nieodczuwalne - ot, po prostu został smagnięty gałęziami po ręce i trochę zapiekło jak od uderzenia rózgą - zwykła rzecz w ogrodzie. Za kilka dni tam gdzie został smagnięty pojawiły się podłużne plamy, które w niedługim czasie przeobraziły się w brzydkie, sączące purchle. Rany wyglądały w tym stadium obrzydliwie, jak po solidnym poparzeniu wrzątkiem. Mąż dostał spore odszkodowanie w PZU, gdyż na szczęście był ubezpieczony - taka jedynie korzyść była z posiadania dyptamu. Ja uległam podobnemu poparzeniu tuż po mężu - poparzyłam szyję, bo zaglądałam pod krzak. Trzeba było uważać. Teraz sądzę, że mieliśmy dużo szczęścia, że nie poparzyliśmy twarzy lub oczu.
Mąż jednak bardzo lubił tę roślinę ze względu na cudny zapach ( podobny do zapachu olejku bergamotowego - żaden cynamon

) i był niepocieszony, że nie udało mu się przewieźć jej na nowe miejsce, nawet sadzonek nie udało się uratować, a stary ogród musieliśmy sprzedać z powodu wyprowadzki.
To tyle na temat dyptamu. Pozdrawiam - Alicja